poradnik · dla właścicieli siłowni

Zeszyt, Excel czy system do zarządzania siłownią?

Większość polskich siłowni zaczyna od zeszytu przy ladzie albo arkusza w Excelu — i słusznie, bo na starcie to wystarcza. Problem w tym, że oba przestają wystarczać po cichu: nie w dniu awarii, tylko w dniu, w którym nikt już nie wie, ile osób ma ważny karnet. Poniżej uczciwe porównanie wszystkich trzech podejść, łącznie z tym, kiedy system NIE jest potrzebny.

Porównanie punkt po punkcie

ZeszytExcelSystem (Gymlytic)
Kartoteki członkówRęcznie przepisywane, jedna kopiaArkusz z filtrami, łatwo o literówkę i nadpisanieJedna kartoteka na osobę, historia zmian, import z CSV
Ważność karnetówTrzeba pamiętać albo sprawdzać przy wejściuFormuła z datą, ale nikt nie patrzy w arkusz przy bramceWerdykt przy skanie karty: wstęp dozwolony albo karnet wygasł, z opcją „sprzedaj i przedłuż"
Wejścia i frekwencjaKreski w zeszycie, bez godzinOsobna zakładka, wypełniana gdy jest czasKażde wejście zapisane automatycznie przy skanie, frekwencja liczy się sama
Raport dniaLiczenie szuflady po zamknięciuRęczne sumowanie, łatwo o rozjazd z kasąUtarg, karnety i wejścia z zapisów niezmiennych — te same liczby w panelu i na recepcji
Awaria internetuNie dotyczyPlik lokalny działa, ale wspólny arkusz online nieRecepcja działa w 100% offline, zapisy dosyłają się po powrocie łącza
Kopia zapasowaBrak — zalany zeszyt to koniec ewidencjiO ile ktoś pamięta o kopiach i wersjachRobi się sama, dane można wyeksportować
RODOZeszyt z danymi osobowymi leży na ladziePlik krąży mailem między komputeramiDostęp na konta i role, dane członka można usunąć na żądanie
KosztZeszyt i długopisLicencja pakietu biurowegoOd 0 zł (1 siłownia, do 20 członków); Starter 49 zł/mies. za siłownię

Kiedy zeszyt naprawdę wystarczy

Jeśli trenujesz kilkanaście osób, znasz każdą z imienia i sam stoisz przy wejściu, zeszyt jest w porządku — nie ma się co oszukiwać, że potrzebujesz systemu. Umowna granica to moment, w którym wejść pilnuje ktoś inny niż właściciel albo liczba członków przekracza pamięć jednej osoby. W praktyce dzieje się to między 20 a 50 kartotekami.

Kiedy Excel zaczyna kosztować więcej, niż kosztuje system

Arkusz nie pilnuje niczego sam: przeterminowany karnet wygląda w nim identycznie jak ważny, dopóki ktoś nie spojrzy. Do tego dochodzi wersjonowanie (którą kopię edytowała recepcja wieczorem?), rozjazd raportu z szufladą i dane osobowe krążące w pliku między komputerami. Godzina tygodniowo na „ogarnianie arkusza" to po roku ponad pełny tydzień pracy — więcej, niż kosztuje rok systemu.

Co powinien umieć system, żeby przejście miało sens

Trzy rzeczy są nienegocjowalne. Po pierwsze, import starej ewidencji — jeśli 1 400 kartotek nie da się wgrać z pliku w jeden wieczór, przejście umrze na przepisywaniu (tak zaczynał pilotaż w Triceps Gym w Wyszkowie). Po drugie, praca offline: recepcja nie może stanąć, bo padł router. Po trzecie, wyjście awaryjne — kopia zapasowa i eksport danych, żeby ewidencja nigdy nie była zakładnikiem dostawcy. Ceny i limity planów znajdziesz w cenniku.

Twoja recepcja zasługuje na coś lepszego niż zeszyt.

Konto zakładasz w minutę, kartoteki wgrywasz z CSV, a aplikację na recepcję pobierasz prosto z panelu.